W odległości jednego przystanku tramwajowego od Moskwy…

Szukając odpowiedniego cytatu, aby odnieść się do tytułowego przystanku, wspomnień Heinricha Haape, w których opisuje swoją wojenną epopeję na froncie wschodnim w czasie pierwszych miesięcy kampanii rosyjskiej, srogiej… równie zabójczej zimy przełomu 1941 i 1942 roku, która uzmysłowiła Niemcom, że Armia Czerwona to ich niejedyny przeciwnik stojący na drodze do Moskwy, nie mogłem wybrać tego ujmującego sedna, w których autor zamknął swoją poruszającą i prawdziwa do bólu relacje jednym przytoczonym cytatem z jego książki. Tytułowy przystanek stał się dla bohatera, jego towarzyszy broni i tysięcy... jak nie milionów Niemców, wierzących w początkowe zwycięstwa krucjaty przeciw bolszewizmowi, straconą szansą i początkiem końca agonii, która przyniosła Niemcom zgubę. Moskwa, która miła wpaść w ręce Wehrmachtu jeszcze na Boże Narodzenie 1941 roku okazał się jednym przystankiem za daleko. 
 
„Dookoła wciąż wisiała ta sama, martwa i gniotąca psychikę, cisza. Na wprost przed nami wyraźnie widać było okap przystanku tramwajowego, od którego słupy trakcji elektrycznej milczącym rzędem wskazywały kierunek, w którym leży wielkie miasto, skryte teraz przed nami za szczelną zasłoną wirującego śniegu. 
 
– Chodźmy rzucić okiem na to ustrojstwo – zaproponował Kageneck. – Gdy wrócimy do siebie, będziemy mogli powiedzieć Neuhoffowi, że byliśmy o jeden przystanek tramwajowy od Moskwy. 
 
Ostrożnie ruszyliśmy w kierunku kamiennej wiaty. Dookoła nas – najmniejszego ruchu. Weszliśmy pod dach i w milczeniu utkwiliśmy oczy w drewniane ławki, na których siadywało tysiące moskwiczan w oczekiwaniu na pobrzękiwanie i metaliczny szczęk tramwaju jadącego do nich z centrum stolicy. 
 
Do jednej ze ścian przytwierdzona była skrzynka wykonana z drewna. Zanurzyłem w niej rękę i wyciągnąłem garść pokasowanych biletów tramwajowych. Oglądając je, rozpoznaliśmy wydrukowane cyrylicą słowo „Moskwa”, które teraz już potrafiliśmy przeczytać po rosyjsku. 
 
Powoli, cały czas zachowując zdwojoną ostrożność, wróciliśmy do naszego samochodu. Tylko raz Kageneck przerwał ciszę, mówiąc za nas obu: 
 
– To na pewno tylko sen… A niech mnie… Damy sobie z tym radę?” 
 
[Fot. 01]
 
Niniejsze wspomnienia są o tyle ciekawe, że są relacją frontowego lekarza żołnierza, batalionowego lekarza chirurga z III batalionu 18 Pułku Piechoty (Infanterie-Regiment 18), ze składu 6 Dywizji Piechoty (6. Infanterie-Division) z Bielefeld, z którym to po przerzuceniu z Francji do Prus Wschodnich w kwietniu 1941 roku, od pierwszych dni Operacji „Barbarossa”, służąc na pierwsze linii frontu, udziela najpilniejszej pomocy medycznej rannym żołnierzom swojego batalionu. Jego szlak bojowy wiedze nas przez graniczne umocnienie na wschód od Gołdapi, przez Niemen na południe od Preny na Litwie. Po przedarciu się dywizji do Dźwiny pod Połockiem na Białorusi bierze udział w przełamaniu „Linii Stalina”. Po dwumiesięcznych walkach obronnych nad Mieżą (lewy dopływ Dźwiny), kiedy to działania ofensywne Grupy Armii „Środek” (Heeresgruppe Mitle) zostały zatrzymane, dywizja bierz udział w walkach pod Wiaźmą i Osotnią, gdzie 18 Pułku Piechoty czasowo oddelegowanych do 1 Dywizji Pancernej (1. Panzer Division) toruje drogę w ufortyfikowanym terenie i zajmuje wzgórze 215. Zadanie te przypadło III batalionowi. 2 października 1941 roku rusza nowa ofensywa – Operacja „Tajfun”, której celem było zajęcie Moskwy. Po zajęciu Syczowki dywizja ściga uciekającą Armie Czerwona przez Rżew – Zubcow – Pogoreloe do Staricy. Stamtąd przedarła się przez Wołgę do rejonu rzeki Tma (lewy dopływ Wołgi) w pobliżu Eremkina. Tutaj napotkała rosyjską kontrofensywę i została zepchnięta z powrotem do Rżewa. Brał udział w krwawych i wielomiesięcznych walkach na występie rżewskim, które ze względu na ogromne straty osobowe, zwłaszcza po stronie radzieckiej, zostały nazwane przez historie „rżewską maszynką do mielenia mięsa”. 
 
Autor w stopniu kapitana (Hauptmann) w 1942 roku był już jednym z najbardziej udekorowanych lekarzy w armii niemieckiej. Odznaczony Niemieckim Krzyżem w Złocie (Deutsches Kreuz in Gold), Krzyżem Żelaznym I i II klasy (Eisernes Kreuz I. und II. Klasse), Szturmową Odznaką Piechoty (Infanterie-Sturmabzeichen), Odznaką za Rany (Verwundetenabzeichen) oraz Odznaką za Zniszczenie Czołgu (Panzervernichtungsabzeichen) w samodzielnym bezpośrednim starciu. Sam miał wiele szczęścia, gdyż w 1943 roku został przeniesiony do Strasbourga jako oficer medyczny jednostki artylerii, a następnie jako lekarz naczelny Strasbourga, gdzie w jednym ze starych fortów zakończyła się jego wojna, trafiając do francuskiej niewoli. Po zakończeniu wojny nie kontynuował praktyki lekarskiej, w 1952 roku wyemigrował do RPA wraz z rodziną… zmarł w 1976 roku. 
 
[Fot. 02]
 
Książka pisana z perspektywy lekarza – żołnierza... co oprócz ukazania działań stricte medyka pola walki, ratującego życie lekarza na pierwszej linii front, jaki i na sali operacyjnej i na punktach opatrunkowych, pokazuje również działania bojowe, w których przyszło brać mu udział jako żołnierzowi z bronią w ręku w bezpośrednim zagrożeniu podczas nocnych szturmów czerwonoarmistów. Plastyczne doskonałe opisy... wciągająca narracja ukazująca żołnierską codzienność na froncie wschodnim… obowiązki, troski i tęsknoty, walkę z czasem, wszami, tyfusem, dyzenterią i odmrożeniami, codziennością wojny, które odbierają mu przyjaciół, towarzyszy żołnierskiej niedoli i dziesiątkują szeregi jego batalionu równie skutecznie, jak niekończące się fale pijanych czerwonoarmistów. Co ciekawe, w „Przystanku Moskwa” znajdziemy wiele miejsca poświęconego relacją niemiecko-rosyjskim na niwie żołnierz-cywil, gdzie autor opisuje nieznaną i obcą sobie kulturę wschodu i mentalność Rosjan. Autor w swych wywodach jest zdystansowany wobec politycznych dysydentów i aparatu nazistowskich Niemiec, szczególnie wobec Adolfa Hitlera, który za nieudaną ofensywę pod Moskwą obarczył winą swych generałów, dymisjonując ich ze stanowisk, sam mianując się Naczelnym Dowódcą Wojsk Lądowych (Heer). Jak dalece autor był szczery... ? Trudno nami dziś jest oceniać, gdyż sama praca powstał dopiero po wojnie, tak więc, które refleksje są dziełem autora czasów wojny, a które pojawiły się dopiero później pod wpływem przeżytych wydarzeń, tego się już nie dowiemy. Na marginesie dodam, że książka Heinircha Haape ukazały się po raz pierwszy po angielsku w 1957 roku, a jej niemieckojęzyczne wydanie ukazało się dopiero po jego śmierci w latach osiemdziesiątych XX wieku. 
 
Czytając pochłaniającą bez reszty lekturę wojennych wspomnień lekarza III batalionu 18 Pułku Piechoty, który wyliczał, że spośród ośmiuset żołnierzy z jego batalionu, którzy 22 czerwca 1941 roku ruszyli w kierunku Moskwy, po dziesięciu miesiącach walk i forsownych marszy, pozostał jednym z dwudziestu ośmiu pozostałych przy życiu żołnierzy swojego batalionu. 
 
Przywodzi mi na myśl Josef Mucha, jak i tysiące wcielonych do Wehrmachtu podczas drugiej wojny światowej Górnoślązaków, którzy zaginęli lub polegli z ran, chorób, odmrożeń, głodu, wyczerpania i rosyjskiej niewoli na szeroko pojętym ostfroncie, zostając na nieludzkiej ziemi na wieki. 
Grenadier Josef Mucha, urodzony 22.02.1915 roku w Studzienicach, ówczesnych Studzienitz, dziś gmina Pszczyna w powiecie pszczyńskim (Kreis Pless O./S.) na Górnym Śląsku, był żołnierzem 7 kompanii II batalionu 18 Pułku Grenadierów (w październiku 1942 roku 18 Pułk Piechoty został przemianowany na pułk grenadierów), poległ 15 lutego 1943 roku 3 km na zachód od Rżewa. Jego wojennym miejscem spoczynku był cmentarz (Heldenfriedhof) w Murawiewo położony 5 km na południowy zachód od Rżewa. Zginął od strzału w głowę. Aktualnie jego szczątki znajdują się wśród nieznanych żołnierzy w Bloku 7 na Niemieckim Cmentarzu Wojennym w Rżewie w Rosji. 
 
PCT 
 
 
Foto...
  • [Fot. 01] Obraz z okładki książki to „Stellung vor Narwik” z 1941 roku autorstwa Ernsta Kretschmann… żołnierza, malarza, wojennego ilustratora, poległ na froncie wschodnim w pobliżu Bałakławy na Krymie w listopadzie 1941 roku. Źr. internet.
  • [Fot. 02] Autor Dr. Heinrich Haape. Fotografia pochodzi z pierwszego wydania ksiązki z 1957 roku „Moscow Tram Stop: A Doctor's Experiences with the German Spearhead in Russia”, źr. internet.

Recenzja książki | Heinrich Haape, „Przystanek Moskwa. Niemiecki lekarz na froncie wschodnim 1941-1942”. Oficyna Wydawnicza Finna, Gdańsk 2015.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Szarża brygady von Colomba pod Poupry…

Klosterdorf…

PW jak Przysposobienie Wojskowe…